piątek, 2 sierpnia 2019

Na co świat wydaje pieniądze

  Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego my - ludzie postępujemy tak dziwnie i wbrew logice. Wydajemy miliony czy nawet miliardy np. dolarów czy innej waluty na zbrojenia ale chyba tylko po to aby samych siebie zniszczyć. Ten wyścig zbrojeń wcześniej czy później doprowadzi do samozagłady. Zabijamy bez zastanowienia, bez sensu i myślimy, że to przyniesie jakieś korzyści tylko nie wiem komu. Popatrzmy na historię i zastanówmy się czy miliony ludzi jakie zginęły do tej pory w różnych wojnach czy też zostały zabite z innych powodów zmieniły cokolwiek. Słońce dalej wschodzi i zachodzi, Ziemia dalej się kręci nieważne czy będzie na niej życie czy nie.
  Wydajemy także miliardy na tzw. "podbój kosmosu". Budujemy nowe rakiety, stacje kosmiczne zawieszone gdzieś nad Ziemią, wysyłamy sondy kosmiczne na Marsa i inne planety, szukamy potwierdzenia życia w kosmosie a jednocześnie zaprzeczamy, że istnieją kosmici, jakieś "latające spodki", i że to wszystko dzieje się tu na Ziemi. Może zamiast szukać daleko najpierw zajmijmy się i zbadajmy te wszystkie niewyjaśnione zjawiska związane z kosmitami a nie próbujmy ich marginalizować i wmawiać, że ich nie ma. Rządy niektórych państw uważają, że powiedzenie ludziom prawdy o istnieniu kosmitów na Ziemi może doprowadzić do paniki. Wydaje mnie się, że w dzisiejszych czasach nie byłoby takiej reakcji jak po audycji radiowej w USA o wylądowaniu kosmitów. W dobie wszechobecnego internetu czy telewizji ludzie mają możliwość sprawdzenia każdej informacji i coraz więcej jest materiałów czy to opisów czy też zdjęć lub nagrań ze spotkań z różnymi dziwnymi istotami, że paniki na pewno by nie było. Tylko dlaczego ktoś ubzdurał sobie, że te wiadomości ma zatrzymać dla siebie, i że są tak wielką tajemnicą aby je ukryć.
  A przecież na Ziemi jest jeszcze tyle nieodkrytych miejsc, tyle do końca niezbadanych zjawisk czy tajemnic, że może lepiej byłoby przeznaczyć większość pieniędzy na ich zbadanie i wyjaśnienie niż kontynuować "wyścig zbrojeń" czy "podbój kosmosu".

niedziela, 9 czerwca 2019

Panie do opieki nad starszą osobą

  Dzisiaj siedząc przy kawie i lampce koniaku zastanawiam się nad sprawą pań, które opiekują się starszymi osobami. Moja prawie 90-letnia matka po chwilowym pobycie w szpitalu (tutaj jako ciekawostkę podam fakt, że pielęgniarka przyjmująca mamę do szpitala miała pretensję o to, że nic o niej nie wie, i że wcześniej nigdy tutaj nie była) a mająca problem z dłuższym chodzeniem wymaga pomocy, której osobiście z siostrą na razie nie możemy jej zapewnić (oboje mieszkamy poza granicami naszego kraju) więc postanowiliśmy znaleźć opiekunkę.   
Początkowo potrzebna była osoba przebywająca z mamą na stałe tj. taka, która zamieszkałaby z nią u niej w domu. Jej praca polegać miała na pomocy w domu tzn. gotowaniu, robieniu zakupów, pomocy podczas mycia, ubierania się itp.  Na dane w internecie ogłoszenie zgłosiło się kilka chętnych pań lecz jak wiadomo aby współpraca była korzystna obie strony muszą się bliżej poznać. Tak więc pierwsza pani po tygodniowym okresie próbnym nie bardzo przypadła mamie do gustu i z niej zrezygnowała. Później okazało się, że wraz z odejściem tej pani wyszły także prawie nowe garnki. Następna opiekunka pracę zaczęła od sprzątania w kuchennych szafkach, co wydawało się dobrym prognostykiem na przyszłość lecz z czasem doszedłem do wniosku, że był to raczej przegląd "majątku" niż sprzątnie. Pani zmieniała się ze swoją koleżanką co dwa tygodnie lecz gdy nie było już nic wartościowego do zabrania wtedy dowiedziałem się, że mama jest osobą bardzo złośliwą i kłótliwą, jej zmienniczka z płaczem powiedziała, że już tu więcej nie wróci i abyśmy szukali kogoś innego bo ona też rezygnuje. Gdybym mamy nie znał to pewnie uwierzyłbym w te kłamstwa. Ale mama doszła do wniosku, że woli jednak mieszkać sama a do pełni szczęścia potrzebna była by tylko dochodząca osoba, która zrobi zakupy, ugotuje, sprzątnie w mieszkaniu co jakiś czas, pomoże przy myciu. Tak więc panie się wyprowadziły a wraz z nimi kilka sprzętów domowych np. żelazko na parę zamienione na jakiś starszy, zwykły model, kilka talerzy, sztućców a nawet szampon do włosów wraz z lakierem, proszek do prania, płyn do mycia garnków itp i nie były to przedmioty nowe tylko już używane. Brak niektórych jeszcze rzeczy mama odkrywa do dzisiaj mimo, że upłynęło już kilka miesięcy. 
  Była także pani, która w torebce nosiła eter, wypytywała się o obrazy wiszące w mieszkaniu i inne przedmioty a bardzo się zdenerwowała gdy o jej zwolnieniu dowiedziała się w chwili gdy do domu przybyła jej zmienniczka. Czyżby jej plany zostały pokrzyżowane?
  Z paniami dochodzącymi też jest różnie. Jak trafiła się uczciwa i przypadła mamie do gustu to musiała zrezygnować ze względu na stan zdrowia. Inna po kilku tygodniach znalazła lepszą pracę i też zrezygnowała.
 Ponieważ paniom płaci się za przepracowane godziny więc starają się przeciągać w nieskończoność. Wyjście na plac po zakupy gdzie idzie się około pięciu minut w jedną stronę u niektórych trwało godzinę i dłużej a po zwróceniu uwagi słyszało się, że stała w kolejce np. za pomidorem. Stoisk na placu jest wiele także tych sprzedających pomidory to za czym tu stać?
  Inny problem to gotowanie. Uzgodnione jest, że pani przychodzi co drugi dzień więc gotowania jest na dwa dni. Teoretycznie.  Bo ile może zjeść na obiad starsza osoba. Tym bardziej, że mama mówi: ugotuj np. pięć ziemniaków, zupę zrób w takim garnku i dodaj do niej tyle i takie jarzyny. Niedawno okazało się, że pani gotuje nie tylko dla mamy ale także dla córki, sama też coś w kuchni zje tyle tylko, że z produktów zakupionych dla mamy i z jej pieniędzy. I do tego bierze jeszcze pieniądze za pomoc.
 Zastanawiam się właśnie czy nie podać danych tych "opiekunek" a zwłaszcza tych chętnych do pomocy wraz z zakwaterowaniem bo myślę, że przypadki "znikania" różnych przedmiotów z domu osób samotnie mieszkających tak jak mama nie były odosobnione.